PRACOWNIA   
ARTYSTYCZNYCH  STRON

Opublikowano 14-07-2013

Artyści z Kolekcji   ( K O L E K C J A )

(7)  Malowane emocją: Łukasz Wodyński kontra Christophe Hohler

          Sztuka bez emocji jest jedynie suchym kopiowaniem rzeczywistości. Beznamiętnym i pustym naśladowaniem, które nie zdradza konkretnej ręki autora. Artyści poprzez sztukę pragną wyrażać siebie, uzewnętrzniając swoje uczucia czy to w formie indywidualnej kreski, intensywności plam czy treści przedstawianego konkretu.

          Ogromny ładunek emocjonalny niosą treści związane z uczuciami negatywnymi takimi jak strach, lęk czy rozpacz. Człowiek w trakcie swojego życia niejednokrotnie doświadcza nie tyle bólu fizycznego, co bólu istnienia. Strachu związanego ze swoją egzystencją. Niemocą, która zżera go od środka. Pragnie wyrzucić z siebie owy lęk, ale z racji tego, że wynika on z obawy przed utratą własnej siły i z konfliktów, które powstają na tej bazie, nie jest w stanie się od niego uwolnić. Według Kierkegarda lęk jest obcą potęgą, która trzyma jednostkę, a ta nie może się wyrwać.

          Emocje wyrażone przez artystę i zarejestrowane na płótnie czy papierze nie giną w chwili ukończenia obrazu, a jedynie czekają na wrażliwego odbiorcę, który odczyta komunikat. Widz osadzony w konkretnej rzeczywistości w chwili odbioru zostanie „porażony”. Jego wyobraźnia, wiedza i doświadczenie sprawią, że da się ponieść sile przekazu, odbierając go na swój indywidualny sposób. Można powiedzieć, że ze strony artysty jest to pewna gra, bawienie się emocjami widza i wpływanie na jego psychikę.

          Ambiwalentne uczucia ma z pewnością widz przyglądający się twórczości Łukasza Wodyńskiego, który porusza temat ludzkiej egzystencji, przedstawiając w ekspresyjny sposób samotne nagie postacie zastygłe w pozach, sugerujących trawiącą je rozpacz („Momumenty”, „Human Light”, „Machinacje demencji”). Poprzez uruchomienie pewnych procesów związanych z cielesnością przedstawione osoby budzą strach, pomimo że niektóre z nich – zwłaszcza twarze z cyklu „Exzystencje” wcale nie wyrażają bólu – wręcz przeciwnie – zdają się uśmiechać. Postacie jednak wyglądają jakby ktoś obdzierał je ze skóry i tym samym dobitnie ukazują bezsens egzystencji i nietrwałość materii nad którą zwycięża czas. Obrazy napawają niepokojem chociażby ze względu na fakturę i kolorystykę. Realistycznie budowane akty pokrywa gruba tkanka różnorodnych kolorów. Uwagę przyciąga zwłaszcza rażąca czerwona barwa, która na tle zasinionej skóry i ciemnego tła oblewa dramatyczną formę nagich ciał, przywołując jednoznaczne skojarzenie z krwią, zupełnie jak gdyby duchowe cierpienie owych jednostek przejawiało się w wyglądzie zewnętrznym. Postacie zdają się toczyć walkę wewnętrzną pomiędzy swoją fizycznością a psychiką. Malowane ciała wywołują podobne odczucia niepewności i lęku, jednak walka każdego z nich prowadzona jest w samotności. Przykładowo nagość mężczyzny kroczącego w pozie rozpaczy z  twarzą ukrytą w dłoniach (Nr 2 z cyklu "MACHINACJE DEMENCJI", olej na płótnie 140 x 70 cm, 2012), kojarzy się z rozpaczą Adama z fresku Masaccia  „Wygnanie z Raju” z Kaplicy Brancaccich we Florencji.

Akty wyłaniają się z tła niczym rozlane z farby zjawy, które wiją się jak aktorzy w teatrze kolorowych cieni, by w ostateczności – niczym kukły – zastygnąć w danej pozie uchwyconej przez aparat fotograficzny. Owa gra teatralna najbardziej unaoczniona została w cyklu „J’m”. Materia postaci intensywniej wyłania się z ciemnego tła, a kolor skóry bardziej przypomina naturalny. Twarz jak i układ tułowia nie wyraża cierpienia, ale niczym aktor odgrywa daną pozę. Jest częścią widowiska. Fragmentem żywego modela przeniesionego na płótno wraz z jego pozą, mimiką i udekorowanym farbą ciałem. Chwilą wyjętą z przedstawienia o istocie ludzkiej.

Pisząc o twórczości Łukasza Wodyńskiego nie sposób pominąć niezwykle ekspresyjnych i wzruszających obrazów jak i akcji artystycznych szwajcarskiego artysty Christophe Hohlera, który jest mistrzem w przekazywaniu emocji. Pochodzący z Bazylei malarz – podobnie jak Wodyński – przedstawia na płótnach samotne figury w dramatycznych pozach, zazwyczaj są to wyprężone w bólu postacie, a czasem dwie lub trzy osoby uwikłane w dialog między sobą. Jednak sposób malowania, nie wyłączając gęstej kolorowej tkanki pokrywającej ciała wraz z wyróżniającą się czerwienią i zaciekami w tle jest tak zbliżony, że kiedy natknęłam się po raz pierwszy na twórczość Łukasza Wodyńskiego, przez krótką chwilę pomyślałam, że oglądam obraz Hohlera. Być może w ciemniejszej tonacji, mimo wszystko mniej barwny i energiczny ale jednak … Fantastyczny dialog pomiędzy.

     

Trzy obrazy Christophe Hohlera.


© www.artystycznestrony.pl i Barbara Szal-Porczyńska